Czy też się tak (niepotrzebnie) upierasz ze swoją reklamą na Facebooku?

Ostatnio w grupie na Facebooku zauważyłam post pewnej kobiety, nazwijmy ją Ewa. Chciała zareklamować swój kurs online, ale Facebook odrzucał jej reklamę.

Kurs dotyczył ćwiczeń mięśni dna miednicy, wątpliwości były czy Facebook może nie akceptuje słowa miednica (?!! ;) )

Ktoś zaproponował, żeby spróbować z mięśniami kegla zamiast miednicy.

Ewa natychmiast odpowiedziała, że jest więcej mięśni dna miednicy, nie tylko mięśnie kegla pomimo tego że tak się powszechnie uważa. Nie będzie więc wprowadzała ludzi w błąd…

To nie jest tekst o reklamie na Facebooku… ani o kursach online…

… ani tym bardziej o mięśniach dna miednicy.



To jest tekst o tym jak często się upieramy, zupełnie niepotrzebnie.

 


Fakty są takie: Ewa ma kurs do sprzedania. Załóżmy że nazywa się: „Polepsz swoje mięśnie dna miednicy”. I chce go reklamować. 

W tej grupie mięśni są również mięśnie kegla. Większość ludzi nie widzi różnicy – myśli, że to to samo.

Jestem przekonana, że Ewa mówi o tym w swoim kursie – tłumaczy różnicę.

Czy puszczając reklamę o mięśniach kegla (zostawmy z boku co Facebook’owi sie podoba, co nie) – wprowadzałaby kogoś w błąd? Zaprzeczałaby sama sobie? (tak się wyraziła)

Moim zdaniem nie, bo mięśnie kegla też zaliczają się do mięśni dna miednicy. 

Możliwe, że poprzez użycie bardziej potocznej frazy zwróciłaby reklamą uwagę większej ilości osób – można zrobić kilka reklam i przetestować, która lepiej działa.

Większość problemów, które my wszyscy rozwiązujemy swoimi usługami jest złożona. Nie da się tego ująć w jednej reklamie i nie upierajmy się przy tym. 

Zresztą – zadaniem reklamy jest przyciągnąć uwagę a nie profesjonalnie poinformować o wszystkich zawiłościach.

Co mnie prowadzi do drugiej części tego maila – czy podejście Ewy w ogóle jest skuteczne?



Czy warto reklamować sam kurs?



Ja na przykład pewnie jestem w jej grupie docelowej – kobieta, już nie taka najmłodsza, matka, względnie dbająca o siebie…

Ja nawet wiem co to są mięśnie dna miednicy ;)

Więcej! Ja nawet wiem jakie to ważne jest żeby je ćwiczyć i wiem jakie konsekwencje może mieć ich niećwiczenie.

Zastanawiam się czy zwróciłaby moją uwagę reklama takich ćwiczeń…

Raczej nie…

Wiesz dlaczego?

Bo ja na razie nie jestem w ogóle zmotywowana do tego żeby to robić a co jeszcze za to płacić.

Bo te mięśnie są na samym dole moich priorytetów zdrowotnych. Niby o nich wiem, niby nawet odczułam ich osłabienie, ja nawet wiem jak je ćwiczyć, ale…. nie robię tego.

Tak w ogóle to ćwiczę – gram w nogę z moimi 3 chłopakami (w życiu bym nie wymyśliła, że będę kiedyś tyle w nogę grać, w tym wieku i to z taką radochą), ćwiczę jogę i robię trochę krótkich HIITów. Czasami biegam (nawet w błocie mi się zdarza)

Po co to robię? Bo chcę być zdrowa, no i oczywiście chcę być szczuplejsza, wiadomo ;)

Pomaga to też na motywację i jasne myślenie – polecam :)

Tak naprawdę napędzają mnie najbardziej takie 90 letnie babcie joginki – bardzo sprawne fizycznie i psychicznie.

 



Też tak chcę. Kobiety w mojej rodzinie są właśnie długowieczne, więc chcę te lata spędzić w zdrowiu i pełnej świadomości.

Czy pomogłyby mi w tym zdrowe mięśnie dna miednicy? Pewnie, że tak. 

Ale teraz za bardzo nie odczuwam ich słabości, więc nie są na moim radarze.



Jak mogłaby Ewa zwrócić moją uwagę?


– na przykład podkreślić jak siła tych mięśni wpływa na praktykę w jodze,
– albo na płaskość brzucha…
– albo podkreślić w reklamie ich wagę w pracowaniu na zdrową końcówką życia…

Zwyczajnie odnieść się do moich aspiracji, do tego co mnie kręci.

OK, nie wiem czy jestem taka jak większość kobiet, ale Ewa na pewno z wieloma już pracowała więc albo wie, albo może dopytać czemu chcą nad tym pracować…

Jeśli nie chcą, to należałoby podkreślić problem.

W moim przypadku podziałałaby zabawna reklama o mamie, która nie może z dziećmi poskakać na trampolinie albo na skakance… ;)

 



Możliwe, że dla większości kobiet jest to jakiś inny problem

 

Czy reklama Ewy nie będzie działać?




Nie wiem, może będzie. Może trochę, może całkiem dobrze.

Może Ewa chciała wyświetlać ją tylko osobom, które już świetnie od niej wiedzą czemu to jest ważne.

Albo może jest pełno kobiet, które właśnie tego szukają…

Ale nawet wtedy – odwołując się do aspiracji lub problemów Ewa ma szansę zwrócić uwagę większej ilości osób. 

Czemu tego nie zrobi?



Bo się trochę upiera przy tym żeby być taka dosłowna…

Bo najwyraźniej niewiele wie o marketingu (nic w tym dziwnego – jest specjalistką w swojej dziedzinie)

I chyba najbardziej dlatego – że na swoje własne działania najtrudniej spojrzeć obiektywnie. 

Wiem z doświadczenia. 

Znaczniej łatwiej analizować biznesy klientów, znajdować tam miejsca do poprawki, i zwiększać ich efekty – niż zrobić to w swoim biznesie.

 

Pomyśl. Gdzie Ty się teraz upierasz w swojej działalności?



Czy przypadkiem przez to nie stoisz w miejscu?

Jeśli nie masz pomysłu albo masz przeczucie ale sam sobie je próbujesz zagłuszyć lub wytłumaczyć, żeby nic nie zmieniać…

… to może czas pokazać to komuś?

Możemy się przyjrzeć i zająć Twoją strategią biznesową kompleksowo. Czyli wdrożymy nasz system WERS w Twoim biznesie zgodnie z jego potrzebami (nie wg jednego szablonu).

Zapraszam na rozmowę


Pozdrawiam serdecznie,

Maja




PS

Trochę taki babski temat dziś, ale raz nie zawsze ;)

 

Czujesz się niewidzialny dla płacącego klienta?
Zapisz się na maile a pomogę Ci to zmienić. Zaczniemy od schematu stałego dopływu klientów.
Piszemy jak rozwijać biznes oraz informujemy o naszej ofercie.
Chronimy Twoje dane zgodnie z >>Polityką Prywatności<< Zawsze możesz zrezygnować z subskrypcji.
Zapisz się na maile pełne biznesowej inspiracji
i odbierz schemat dopływu klientów
Piszemy o tym jak rozwijać biznes oraz informujemy o naszej ofercie.

Chronimy Twoje dane zgodnie z:
>>Polityką Prywatności<<
Zawsze możesz zrezygnować z subskrypcji

One Comment

Comments are closed.

Scroll to Top